wtorek, 29 lipca 2014

Chapter 2 - Moja własna odmiana heroiny

31 komentarzy:
Sprawiasz, że promienieję
Ale maskuję to, nie pokażę tego
Więc zaczynam się bronić
Bo nie chcę się zakochać
Gdybym kiedykolwiek to zrobiła, to myślę, że
Dostałabym zawału
Myślę, że dostałabym zawału
Myślę, że dostałabym zawału
Demi Lovato „Heart Attack”

Przystojny szatyn o oliwkowych oczach. Styl grunge, który od razu rzuca się w oczy. Idealnie zbudowana sylwetka. Umięśnione ramiona i klatka piersiowa. Nie da się go przeoczyć. Nie ma takiej możliwości... Mężczyzna ideał. Mój książę z bajki. Charakterystyczny zapach perfum, który w połączeniu z nim jest moją własną odmianą heroiny. Mój narkotyk. Moje uzależnienie. Rodząca się miło... Nie! Uspokój się dziewczyno! Nie mogłaś się zakochać! Miłość nie istnieje! Już nie pamiętasz jak cierpiałaś?!... I znowu powróciło to uczucie... Ten ogromny ból, który za każdym razem przeszywa moją duszę na wskroś... Ból po utracie swojej miłości... Najgorszy możliwy ból... I dlatego będziesz go unikać! Nie będziesz z nim rozmawiać! Nie możesz! Nie możesz się w nim zakochać! Przecież nie chcesz cierpieć prawda?... Znowu ten głos w mojej głowie. Czemu on zawsze ma rację?! Muszę się od niego odsunąć... Być jak najdalej... Ale co jeżeli już się uzależniłam i za późno, żeby się od niego odsunąć?...

***

-Diego! Diego! DIEGO! - krzyczę wchodząc do naszej bazy. -Diego do cholery! - wrzasnęłam ponownie, ale znowu spotkałam się jedynie z wszechobecną ciszą. - Natalia! Ludmiła! - wykrzyczałam po chwili, jednak znowu nie otrzymałam odpowiedzi. - Jak Was potrzebuję to Was nie ma... - szepnęłam sama do siebie pod nosem lekko poirytowana. Strych... Jedyne miejsce, w które mogę się teraz udać. Zawsze tam chodzę, gdy mam doła, gdy źle się czuję, gdy jestem przybita, gdy nie mam z kim pogadać... Podeszłam do tych drewnianych schodów, których nienawidzę. Schody... Nie lubię schodów... Denerwują mnie. To tak jakby odniesienie do naszego życia. Każdy schodek to nowy etap w naszej egzystencji... A my co? Bezczelnie o nich zapominamy, depczemy je... Tak jak te cholerne schody... Ale głównie nie lubię ich, bo mam taki mały lęk wysokości, a przez szpary pomiędzy kolejnymi stopniami wszystko widać... Mimo to, są to najczęstsze schody z których korzystam. A co do mojego lęku wysokości. Powoli się go pozbywam. Tyle razy robię wszystko co wiąże się z wysokością, byle tylko ten lęk kiedyś mnie opuścił. I powoli są sukcesy, powoli wyzbywam się chociaż tej jednej mojej wady... Tylko te cholerne schody... 

***

Powoli stawiałam każdy krok na kolejnych stopniach... Jeden... Drugi... Trzeci... Siódmy... Dziesiąty... Otwieram klapę na strych, która znajduje się nade mną... Pokonuje kilka kolejnych stopni i staję pewnie na drewnianej podłodze. Ta przestrzeń... Uwielbiam to miejsce... Potrafię się tu wyciszyć, uspokoić, przemyśleć wszystko... Podchodzę do kilku krzeseł znajdujących się z tyłu pomieszczenia. Gwałtownym ruchem siadam na jednym z nich, po czym podnoszę swoje nogi i kładę je na drugim krześle. Ach ta cisza... Ten spokój, który powoli mnie opano...
- Violetta! Vilu! Ej! Gdzie jesteś sweetie? - Słyszę nawoływania mojej najlepszej przyjaciółki - Ludmiły.
- Violka! Hop-hop! - wrzeszczy równie głośno Natalia - moja druga przyjaciółka. - Gdzie jesteś miśku? - dodaje po chwili. Ech... Czyli z moich rozmyśleń nici...
- Tutaj! - wrzeszczę głośno. Już po chwili dziewczyny zjawiają się na strychu. Doskonale wiedzą, gdzie przesiaduję gdy jestem sama. One robią podobnie. To taka nasza kryjówka. Jakbyśmy się bały, że na dole ktoś na znajdzie. 
- No cześć kochanie! - świergotają radośnie i całują mnie w policzek. 
- No witam piękne dupencje! - odpowiadam im radośnie, jednak po chwili uśmiech znika z mojej twarzy, gdy przypominam sobie o NIM. 
- Ej! Ej! Ej! Vilu co jest? - pyta Natalia.
- Nic... - burczę, nie mając ochoty o tym gadać. Ludmiła spogląda na mnie surowym wzrokiem.
- Gadaj co się stało - mówi. I to nie było pytanie. To był rozkaz w stylu Ludmiły.
- Nie co tylko kto - mówię wkurzona, a dziewczyny od razu chwytają krzesła stojące obok, stawiają je przede mną, siadają i wpatrują się we mnie niecierpliwie. I co ja mam zrobić?!...

***
- No mów! - krzyknęły na raz. Spuściłam głowę i wypuściłam powietrze.
- To było tak... - zaczęłam im opowiadać... - Szłam sobie korytarzem i nagle leżę na ziemi. Podnoszę się, a przede mną stoi jakiś nowy chłopak. Po chwili podaje mi rękę i chce pomóc ja jednak mu odmawiam i mówię - kontynuuję swoją opowieść...


***

- Nie dzięki. Mam jeszcze trochę godności, aby wstać sama. - powiedziała oschle i od razu podniosła się na nogi. Uwagę chłopaka przykuł ubiór dziewczyny. Jak dla niego był nieodpowiedni, zbyt odważny. Był zaskoczony. Wyglądała na miłą, ale widać chyba, że taka nie jest...
- Przepraszam Cię. Nie zauważyłem.
- A ja w dupie to mam. Trzeba było uważać jak chodzisz.
- Uważać jak chodzę? To ty chodzisz sobie jak jakaś paniusia i nie zwracasz uwagi na innych.
- Ja mam innych gdzieś, rozumiesz? - chłopak przewrócił teatralnie oczami w ramach odpowiedzi i powiedział pod nosem "Charakterek to ona ma niezły". Lecz nie umknęło to uwadze brunetki i gdy już miała odchodzić, odwróciła się i podeszła do chłopaka.
- Nie znasz mnie, nie masz o mnie bladego pojęcia, nic o mnie nie wiesz, więc nie podważaj mojego imienia, jasne?! - wszyscy inni, którzy znajdowali się na korytarzu, skończyli interesować się tym, co robili i od razu ich wzrok przykuł ich uwagę.  Odwróciła głowę w stronę szepczących uczniów i krzyknęła:
- Na co się gapicie?! Nie macie nic lepszego do roboty?! - następnie wyminęła chłopaka, mówiąc "Idiota". Chłopak uśmiechnął się pod nosem i patrzył, jak brunetka wychodzi ze szkoły.

***

- No i tak to było. Ale wiecie... - zaczynam markotnym głosem.
- Coś jeszcze?! - dopytują podekscytowane.
- Dziewczyny! - Uderzam jedną i drugą lekko w ramię w geście skarcenia. - No bo chodzi o to... Nie, żeby coś... Ale ja... Bo chodzi o to, że ten... Tylko nie myślcie, że ja... Bo ja... No.. Ten...
- Violetta! Gadaj! - wrzeszczy zniecierpliwiona Ludmiła.
- Bojasięwnimchybazakochałam - mówię szybko tak, że sama prawie nic nie rozumiem.
- Co?! Możesz trochę wolniej? - pyta Naty spokojnie.
- Bo ja się chyba w nim... - Biorę wdech i wydech. - Zakochałam... - dodaję po chwili, a dziewczyny zaczynają piszczeć. - Ale nie! To niemożliwe! Dziewczyny wiecie, że tego nie chcę i musicie mi pomóc go od siebie odsunąć - dodaję szybko, a dziewczyny od razu poważnieją. 
- Ale Viluuuuu... - zaczyna Ludmi. 
- Nie możesz zmarnować takiej szansy! - kończy za nią Naty.
- Wiesz kiedy Ty byłaś ostatni raz zakochana?! - pyta mnie blondynka, która coraz bardziej się nakręca.
- Ponad 2 lata temu! - krzyczą obie patrząc mi prosto w oczy. Spuszczam głowę w dół, ale po chwili ją podnoszę. 
- Dziewczyny no! Przecież wiecie co przeżyłam, wiecie, że nie chc... - nie mogę skończyć, bo przerywa mi Lu.
- Wiemy, wiemy - dziewczyna śmieje się. - Ale nie pozwolimy na zmarnowanie tej szansy! - dodaje.
- Tak! Zrobimy wszystko, żebyś się do niego zbliżyła! - dopowiada Nata.
- Ech... Chyba nie mam szans co? - pytam ich, a te uśmiechają się do mnie szeroko. - Ale i tak Wam się nie uda! - Wystawiam im język, na co one odpowiadają tym samym. - A teraz chodźcie do mnie - mówię i je przytulam. - Kocham Was - szepczę cicho. 
- A my Ciebie - odpowiadają zgodnie, a ja jeszcze mocniej przyciskam je do siebie. Tak... "Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła za­pom­niały jak latać"...

***

Pytać zawsze - dokąd, dokąd?
Gdzie jest prawda, ziemi sól?
Pytać zawsze - jak zagubić
Smutek wszelki, płacz i ból?

Chwytać myśli nagłe, jasne
Szukać tam, gdzie światła biel
W Twoich oczach dwa ogniki
Już zwiastują, znaczą cel

W Twoich oczach dwa ogniki
Już zwiastują, znaczą cel*

Śpiewałam sobie idąc przez park, gdy nagle poczułam, że w kogoś uderzam. Poczułam, że upadam do tyłu, jednak osobą, w którą uderzyłam szybko wyciągnęła dłoń w moją stronę, a ja szybko ją chwyciłam. Poczułam, że owa osoba podciąga mnie w górę. Po chwili stałam już pewnie na chodniku. Uffff... Mając cały czas spuszczoną głowę, otrzepałam spódnicę.
- Dziękuję - wyszeptałam, nie podnosząc głowy. - Yyyy... To ja już pójdę - rzuciłam szybko, wyminęłam winowajcę i jednocześnie mojego wybawiciela i ruszyłam przed siebie. Po chwili poczułam, że ktoś chwyta mnie za nadgarstek i obraca w swoją stronę. I wtedy... 


***
No cześć kochani <3 
Z tej strony Katarina xD
Przedstawiam Wam rozdział 2 ;3
Niestety jest on napisany tylko przeze mnie ;/
W sumie jest napisany od dawna,
 ale postanowiłam go wstawić dopiero dziś 
- sama nie wiem czemu? xD
Nie mam kontaktu z Karolą i nie wiem co dalej ;c
Mam jednak nadzieję, że to się wkrótce zmieni ;c
Jeśli rozdział Wam się spodobał byłoby mi naprawdę miło,
gdybyście zostawili po sobie komentarz ;*
Przesyłam buziaki <3
Kasix

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Chapter 1 - Teraz nie ma już odwrotu...

18 komentarzy:
Ten rozdział dedykujemy Agnieszce Radackiej :*
(Nie wiem czy dobrze odmieniłam, więc jak jest źle, proszę nie bij xD)
To właśnie Ty zostałaś naszą pierwszą obserwatorką, za co bardzo i to bardzo z całych naszych serduszek Ci dziękujemy ♥♥
A teraz życzymy miłej lektury :*

***

Już za niedługo jego życie się zmieni. Przeprowadzi się do innego kraju. Zamieszka w innym mieście. Będzie miał nowy dom. Zacznie chodzić do nowej szkoły. Pozna nowych przyjaciół. Zaakceptują go, lub nie... 

***

Nowe miasto. Nowe życia. Szansa od losu. Czy ją wykorzysta? Czy jego życie się zmieni? Jego samolot właśnie zbliża się do lądowania. Miasto, w którym ma spędzić najbliższe lata swego życia, z lotu ptaka wydało mu się piękne. Czy zakocha się w nim, gdy pozna je z bliska? Czy ludzi tutaj go zaakceptują? Czy zrobią na nim tak dobre wrażenie jak miasto? To się okaże. Jego samolot wylądował. Teraz nie ma już odwrotu.

***

Stał przed wejściem do szkoły. Jego nowej szkoły w nowym mieście. Wielki, kolorowy budynek o nazwie "Studio On Beat". Aż prosiło się, aby wejść do środka. Nastrój, emocje, radość i muzyka biły od środka. Właśnie to była jego nowa szkoła. W niej będzie mógł rozwijać swój talent, a ma go wiele. Kocha muzykę, dlatego chce iść w tym kierunku. Chce brnąć dalej, przez ten zawód. Nie mógłby skończyć z muzyką, nie dał by rady bez niej żyć. Kocha ją całym sercem. Wziął wdech i wszedł do środka kolorowego budynku. Śmiechy, głosy, muzyka... To było to miejsce. Udało się. Poczuł się w tu jak w domu.

***

Wszędzie widział roześmiane twarze. Nie wiadomo było, gdzie zrobić krok, żeby nie nadepnąć komuś na stopę. Wszechobecny chaos. Czuł się swobodnie, ale jeszcze trochę niepewnie. Część osób tańczyła. Część śpiewała. Dostrzegł też kilka par oczu, które były wpatrzone w niego. Speszył się. Spuścił głowę. Sam nie wiedział co się z nim dzieje. Nie był typem chłopaka, który się czegoś bał. No co się z Tobą dzieje chłopie?! To nie w Twoim stylu! Rusz się! Dasz radę! To Twoje miejsce... Wiedział, że musi zrobić krok do przodu. Nogi jednak odmawiały mu posłuszeństwa. W końcu przełamał się. Ruszył do przodu. Z chwili na chwilę szedł coraz szybciej. Odwrócił się przez ramię, nadal idąc, by sprawdzić czy w razie czego droga ucieczki jest otwarta. Tak też było. W pewnym momencie stało się jednak coś, co nie powinno. Poczuł, że w kogoś uderza. Odrzuciło go lekko do tyłu. Druga strona miała gorzej. Upadła z hukiem na ziemię. Chłopak spojrzał na swoją ofiarę. Oniemiał. Na ziemi leżała przepiękna szatynka. Jego serce zabiło szybciej. Dostrzegł w jej oczach złość. Chyba źle zaczynam - przeszło mu przez myśl. Przełknął głośno ślinę. Bał się tego, co się za chwilę wydarzy...

***
Brunet wpatrywał się w dziewczynę. Kompletnie nie wiedział co ma robić. Stać i patrzeć jak sama wstaje, czy ją przeprosić i pomóc jej wstać na równe nogi. Od razu po namyśle wybrał tą drugą opcję. Podszedł do dziewczyny i wysunął do niej swoją dłoń.
- Nie dzięki. Mam jeszcze trochę godności, aby wstać sama. - powiedziała oschle i od razu podniosła się na nogi. Uwagę chłopaka przykuł ubiór dziewczyny. Jak dla niego był nieodpowiedni, zbyt odważny. Był zaskoczony. Wyglądała na miłą, ale widać chyba, że taka nie jest...
- Przepraszam Cię. Nie zauważyłem.
- A ja w dupie to mam. Trzeba było uważać jak chodzisz.
- Uważać jak chodzę? To ty chodzisz sobie jak jakaś paniusia i nie zwracasz uwagi na innych.
- Ja mam innych gdzieś, rozumiesz? - chłopak przewrócił teatralnie oczami w ramach odpowiedzi i powiedział pod nosem "Charakterek to ona ma niezły". Lecz nie umknęło to uwadze brunetki i gdy już miała odchodzić, odwróciła się i podeszła do chłopaka.
- Nie znasz mnie, nie masz o mnie bladego pojęcia, nic o mnie nie wiesz, więc nie podważaj mojego imienia, jasne?! - wszyscy inni, którzy znajdowali się na korytarzu, skończyli interesować się tym, co robili i od razu ich wzrok przykuł ich uwagę.  Odwróciła głowę w stronę szepczących uczniów i krzyknęła:
- Na co się gapicie?! Nie macie nic lepszego do roboty?! - następnie wyminęła chłopaka, mówiąc "Idiota". Chłopak uśmiechnął się pod nosem i patrzył, jak brunetka wychodzi ze szkoły.

***

Laska ma charakterek - pomyślał, patrząc jak opuszcza budynek. Ale nie mógł zaprzeczyć jednemu. Po raz pierwszy od dawna jego serce zabiło szybciej przy jakiejś dziewczynie. Podobało mu się. To było widać. Uważny obserwator zauważyłby iskierki w oczach chłopaka. Po chwili znikły, ale przez jakiś czas tam były. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Nie podobał mu się jej ubiór. Ale poza nim. Była idealna. Piękne kasztanowe włosy. Brązowe oczy. Smukła sylwetka. I długie nogi. Idealnie wyeksponowane dzięki krótkiej spódnicy, którą miała na sobie. Chłopak uwielbiał kiedy dziewczyna miała długie nogi. Być może był dziwny, ale to właśnie nogi u dziewczyn przywracały jego uwagę. I jeszcze jej ruchy. Szła spokojnie i delikatnie, a jak profesjonalistka. Poruszała delikatnie swymi biodrami, ale na tyle, by zwrócić uwagę chłopaków. I trzeba jej było przyznać. Za każdym razem odnosiła sukces. Patrzył jeszcze długo w punkt, w  którym zniknęła. Po chwili oprzytomniał. Co się ze mną dzieje?! Te myśli krążyły po jego głowie. Była chamska i niemiła, a on o niej myśli. Nie był typem aroganta czy łamacza serc, ale żeby myśleć o takiej dziewczynie. Fakt była piękna, idealna, cudowna... Nie! Stop! Weź się ogarnij człowieku! Co się z Tobą dzieje?! Chłopak był na siebie zły. Nie! Nie! Nie! Ona jest zła! Chamska! Nie mam prawda o niej myśleć! Chłopak nie mógł się uspokoić. Ale w pewien sposób dręczyło go też poczucie winy. Wyraził się o niej źle, a przecież jej nie zna. Jej słowa "Nie znasz mnie, nie masz o mnie bladego pojęcia, nic o mnie nie wiesz, więc nie podważaj mojego imienia, jasne?!" cały czas krążyły mu po głowie. Może ona ma rację? Może to tylko taka maska? Nie wiedział... Ruszył przed siebie w stronę pokoju nauczycielskiego. Wiedział, że dziś będzie myślał o tym, co się stało. Być może tej nocy wcale nie będzie  spał...

***
Cześć i czołem! 
Kochani prezentujemy Wam rozdział 1 ;D
Mamy nadzieję, że się spodobał 
Domyślacie się kto jest tym chłopakiem? ;* My wiemy ^-^
Kiedy next? ♥ Się zobaczy xD
Prosimy o komentarze one naprawdę motywuję 
Dziękujemy za wszystkie pod prologiem! 
Zmotywowaliście nas 
Nie wiemy co jeszcze napisać xD
Całujemy i pozdrawiamy ;*
Do usłyszenia ♥_
/Katarina i Cheryl 
Szablon by
InginiaXoXo